„Francuz” – drugie podejście

5 stycznia 2018
Mało jest ważniejszych wydarzeń w historii naszej obecności na morzu niż zakup przez Ministra Kwiatkowskiego pięciu trampów dla Żeglugi Polskiej we francuskiej stoczni Chantiers Navals Français. Pierwszy z wymienionych statków S/S „Wilno”, przyprowadzony do Gdyni w styczniu 1927 przez legendarnego Mamerta Stankiewicza stał się początkiem pięknej karty naszej handlówki.

 

Model tego klasycznego trójwyspowca wydłubałem od podstaw ponad 10 lat temu w skali 1/400 dla mojego syna. Po „wodowaniu” przez te lata „służby” unikał szczęśliwie wściekłych ataków krwiożerczych Ubootów na naszej podłodze. Stracił nawet rufowy reling zanim przeszedł na zasłużoną „emeryturę” (od kiedy Młody zajął się gitarą basową). Dziś wypożyczyłem go na chwilę by pstryknąć kilka fotek.

 

Niedługo zacznę drugie podejście do tematu Francuzów. Tym razem w skali 1/700. Przy okazji załączam fotki Francuzów spod obcej bandery. Szósty Francuz – „Circe” – w barwach SNC i nasz „Toruń”, przemianowany przez okupanta na „Hannes Freymann”, a po wojnie szczęśliwie powracający do swojej nazwy i bandery. Wszystkie siedem malowań znajdzie się w zestawie kalkomanii.

3 Comments

  1. |

    :-D :-D :-D
    Tak gwoli ścisłości, żeby nie robić oglądaczom kompotu z mózgu ;-) – na fotach 6 i 7 jest ALICE FREYMANN , raz pod banderą Rzeszy i raz pod banderą RFN ale ciągle pod tym samym armatorem Georgiem Freymannem, który w czasie wojny „zaopiekował się” Toruniem.

  2. |

    Już mi serce żywiej zabiło jak zobaczyłem gotowca…
    Btw – fajny model. To karton JSC?

    Czy u Niemca były dwa wcielenia Torunia? Dwa imiona i dwie bandery?

  3. evadam
    |

    „Alice Freyman” to oczywiście nie jest Francuz (inny układ masztów i ładowni). Wyraziłem się nie tylko nieprecyzyjnie, ale wręcz błędnie. Zamieściłem te fotki, dla zobrazownia oznaki armatorskiej, a rzeczywiście jak słusznie zauważył kolega tender narobiłem bigosu wpisem, że to Francuz.

    Moje „Wilno” to kartonowy JSC, którego przerysowałem na cienki polistyren na podświetlanym stole kreślarskim i poskładałem do kupy, klejąc na styk. Zawsze lubiłem tę technikę i nadal z niej chętnie korzystam. Z braku kalkomanii nazwę i oznakę armatorską namalowałem „z ręki” przy użyciu rapidografu i bardzo rozrzedzonej farby… ech to były czasy ;)

Zostaw komentarz